Pisanie o sukcesach przychodzi łatwo. O porażkach, stosunkowo, też. Ciężko zebrać myśli w kupę, jeśli jedno i drugie ma wspólny mianownik – 18. PKO Poznań Maraton. Część 1.

Musiałem odczekać kilka dni, żeby zdać relację ze stolicy Wielkopolski. Tego jak biegłem, co myślę o moim starcie.
Weekend przesiąknięty biegową atmosferą rozpocząłem już w piątek, wcześnie rano, kiedy ruszałem w drogę do Poznania. Piękna, słoneczna i ciepła pogoda była idealna w trasę, ale niestety prognozy mówiły o jeszcze cieplejszej niedzieli. Niestety, oczywiście z mojej perspektywy, ten pogodowy fenomen w połowie października nie był dobry. Biegi maratońskie staram się wybierać między innymi wg. daty, aby eliminować ryzyko upału a tu taka niespodzianka! Podróż minęła na rozmowie o bieganiu wraz z Łukasz Tyniec i Natalią. Cóż, nie da się uciec od tematu w przededniu startu.
Na miejscu czekała na mnie duża, domowa pizza. Carboloading pełną gębą i to dosłownie!  Może podczas biegu nie miałem fizycznego wsparcia, ale cała reszta to wręcz all inclusive. Taka pomoc daje szalenie dużo, ale w końcu to #Majobiega_team


Wieczorem, na Międzynarodowych Targach Poznańskich, odebrałem pakiet startowy dla siebie i dla Pomoc dla Alka, który otatecznie nie mógł się pojawić w Poznaniu.
Większość soboty też spędziłem na terenie MTP. Tego dnia, tradycyjnie były tu tłumy, ale zaowocowało to spotkaniem z paroma osobami, z którymi do tej pory znałem się tylko z Instagrama. Fajnie było uciąć te kilkuminutowe rozmowy, wymienić się uprzejmościami, czy poznać historie z ostatnich biegów, czy planów na kolejne. On The Move – czekam na obszerną relację z maratonu w Nowym Jorku! 
Przy kilku stoiskach na expo zatrzymałem się na dłużej, m. in. właśnie przy oficjalnym touroperatorze nowojorskiego biegu, żeby podpytać na przyszłość, jak wygląda organizacja takiej wycieczki. Z kolei z czeskiego stoiska byłem namawiany na udział w jednym z biegów RunCzech, w kilku zdaniach wyjaśniłem, że wiosną biegłem maraton w Pradze, wspominam bardzo dobrze i może wrócę w przyszłym roku, ale na inny bieg.
Moim sobotnim celem były jednak prelekcje dla biegaczy. Przed rokiem też uczestniczyłem i naprawdę zapadły mi w pamięć. Z tego roku zapamiętam przede wszystkim biegowe opowieści p. Jacka Fedorowicza – ta opowieść to była dawka świetnego humoru, wręcz stand-up.  Naturalnie, jako borykającego się od czasu do czasu z kontuzjami, interesowały mnie tematy przedstawiane przez lekarzy i fizjoterapeutów a wszystko zakończyło się niesamowitą relacją zwycięzcy najzimniejszego maratonu na świecie, na biegunie północnym, Piotra Sucheni. Po prostu WOW!
Na koniec ostatnie “ładowanie węgli” przed biegiem (zjadłem za dwóch, dosłownie, bo skorzystałem z porcji Alka ) i przeszedłem się po strefie mety, gdzie zrobiłem kilka zdjęć do poprzedniego postu, ale… ochrona poprosiła mnie o opuszczenie terenu, gdyż był dostępny tylko dla służb. Wróciłem na ostatni spoczynek… Oczywiście ostatni przed biegiem, o którym w części drugiej.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.