Czy tegoroczny 18. PKO Poznań Maraton im. Macieja Frankiewicza to udana impreza, czy jedna wielka wpadka?

O poznańskim biegu było głośno we wszystkich polskich mediach związanych z tym sportem. Większość wiadomości dotyczyła dwóch nieprzyjemnych zdarzeń, jakie miały miejsce tamtej niedzieli. I właśnie gdy emocje w sieci opadły, postanowiłem opisać i ocenić maraton z perspektywy osoby, która tam była. Postaram się po prostu przybliżyć, jak wyglądała impreza, a to co dotyczy mnie i mojego biegu będzie można przeczytać w kolejnym wpisie. Zapraszam.

Weekend maratoński rozpoczął się w piątek i już właśnie tego dnia postanowiłem wybrać się na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie zawsze odbywa się expo. Aby przejść do strefy zawodników trzeba przejść przez stoiska wystawców, co wg. mnie jest dobrym rozwiązaniem, dzięki temu nikt nic nie przegapi. W hali jest jeszcze mało ludzi, szybko przechodzę po odbiór pakietu startowego. Tu akurat nawet podczas sobotniego szczytu nie tworzą się żadne kolejki. Sam pakiet bogaty, szczególnie cieszą dwie butelki złocistego, rzemieślniczego napoju, wysokiej jakości koszulka 4F a całość zapakowana w świetnie wykonanej torbie sportowej, a właściwie worku, który dobrze nadaje się, aby zabrać coś ze sobą na trening, siłownię czy basen. Mam już trzy takie zestawy. 
Sobota to prawdziwy szturm biegaczy. Wszystko tętni życiem, mimo to nie czuć żadnej nerwowości. Wystawiony na środku, olbrzymi baner z życzeniami dla Poznań Maraton (bieg uzyskał z tym roku pełnoletniość) szybko zapełnia się podpisami. Umieściłem i swój. 


Dla osób chcących odpocząć od zgiełku, zorganizowany był kilkugodzinny panel dyskusyjny z ciekawymi osobami, jak Jerzy Skarżyński – Biegiem przez życie, Jacek Fedorowicz czy Piotr Suchenia. Dietetycy, lekarze i fizjoterapeuci poruszali tematy o właściwym odżywianiu, ćwiczeniach, kontuzjach, na poradach odnośnie techniki kończąc. Zarówno expo jak i prelekcje cieszyły się dużym powodzeniem. Zdaje się, że większym niż przed rokiem.
Najważniejsze działo się oczywiście w niedzielę, w dzień startu. Szatnie, prysznice, depozyty – tu chyba nie można nic zarzucić. Podoba się fakt, że cała strefa dla zawodników, czyli de facto, jedna cała, ogromna hala służy wyłącznie biegaczom i nikt inny tu nie wejdzie. Na zewnątrz strefy startu bardzo dobrze oznaczone a ochrona pilnowała, aby każdy wszedł do odpowiedniej. Długość stref imponująca. Tłum ludzi, w większości bawiących się w rytm muzyki z “Pingwinów z Madagaskaru”, bo taki był motyw przewodni, co było widać po przebranych za postaci z kreskówki, wolontariuszach.

…i o tym wszystkim powyżej, prawdopodobnie nie pisał żaden portal, bo wszystkie skupiły się na tym, co za moment…

Nadeszła pora startu, a rozgrzewka się przeciągała. Każdy rozumie minutę, czy dwie opóźnienia, jednak po trochę dłuższym czasie ze stanowiska spikerskiego pada komunikat, że nie można wystartować biegu z powodu problemów na trasie. Brak informacji ile to potrwa. Słychać jęk zawodu. Po chwili zaczyna się druga rozgrzewka i wydaje się, że trwa w nieskończoność. Kolejna przerwa i następny komunikat, że wciąż usuwane są problemy na trasie. Nikt nie wie o co chodzi, żadnych szczegółów. Dla załagodzenia sytuacji zaczyna się trzecia rozgrzewka. Mija ponad dwadzieścia minut od planowanego wystrzału startera, część osób wychodzi poza strefy startowe, by się rozgrzać. Na platformie spikerskiej widać lekko nerwową atmosferę. Miałem to szczęście, że stałem zaraz za linią startu i dokładnie widziałem, co dzieje się u organizatorów i elity biegu. Mija pół godziny i kolejny komunikat, a właściwie prośba, wręcz błaganie o cierpliwość. I w tym momencie już pojawiają się gwizdy, nieprzyjemnie. Zaczęto nam rozdawać koce NRC, żeby tak nie tracić ciepła. Trochę późno, ale liczy się gest. Niestety to oznaczało, że ta przerwa może potrwać jeszcze długo.
Sprawy w swoje ręce wziął stojący obok mnie Jacek MEZO Mejer (btw świetny biegacz), który wszedł na platformę, sięgnął po mikrofon i postanowił zaśpiewać numery ze swojej najnowszej płyty. To trochę załagodziło atmosferę a w trakcie tego “mini-koncertu” dostaliśmy komunikat, że niebawem trasa zostanie w pełni odebrana. W efekcie tych zdarzeń start został opóźniony o ponad 45 minut!
W trakcie biegu nie dało się odczuć żadnych negatywnych wrażeń. Trasa przygotowana bardzo dobrze, gęsto rozmieszczone i dobrze zaopatrzone punkty odżywcze, zaangażowani wolontariusze. Strefa mety to prawdziwy majstersztyk i przesadna aż dbałość o zawodników. Po przekroczeniu mety czekają na wszystkich owoce, czekolady, urodzinowy muffin, izotoniki, medal, burgery, gorąca kiełbasa i lane piwo Browar Fortuna (ciemne lub jasne, do wyboru). Dla chętnych oczywiście masaże i lodowe kąpiele. Zapomniałem jeszcze wspomnieć o losowaniu nagród.

Po biegu zaczęły do wszystkich docierać informacje o powodzie opóźnienia startu. Prawdopodobnie “wstawieni” pracownicy firmy ochroniarskiej nie zabezpieczyli części trasy. Sam nie wiem czy to dobrze, czy źle, że zniecierpliwiony tłum nie został o tym poinformowany. Może to lepsze rozwiązanie – byliśmy przekonani o jakimś poważnym wypadku. Wiadomość o pijanej obsłudze mogłaby zezłościć wszystkich.
Sami organizatorzy jeszcze w ten sam dzień wystosowali wyjaśnienie i przeprosiny, obiecali też wyciągnąć konsekwencje od firmy obsługującej zabezpieczenie. Liczę na informacje odnośnie finału sprawy.

Reakcje naszej strony – zawodników, były różne. Od złości, śmiechu po zrozumienie. Tego ostatniego było najwięcej, do prawdziwego nieszczęścia mogłoby dojść, gdyby przed zawodami nikt nie odebrał trasy i puszczonoby nas np. przez otwarte skrzyżowanie.
Myślę, że jedna taka wpadka nie przekreśli wielu lat doskonałej organizacji imprezy. Tegoroczny rekord frekwencji wśród wszystkich krajowych maratonów (6378 osób na mecie) wiele mówi o biegu, który konsekwentnie przedkłada JAKOŚĆ ponad ILOŚĆ. To po prostu przyciąga jak magnes.

Kończąc. Popołudniem został opublikowany jeszcze jeden komunikat: Podczas maratonu zmarł jeden z zawodników. Jakaś czarna seria, zaledwie trzy tygodnie wcześniej podobna sytuacja miała miejsce na Maratonie Warszawskim. To uświadamia z jakim wysiłkiem trzeba się liczyć podczas maratonów (a to temat na jeden z kolejnych postów). Mam nadzieję, że odeszli robiąc to, co kochali [*]

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.