Biegać jak nayerbany.

O właściwościach kawy, jej wpływie na nasz organizm a także na trening (również biegowy) napisano już bardzo dużo. I nie ma się co dziwić, wg. badań prawie 80% ludzi regularnie sięga po ten napój. Artykułów, czy wzmianek na jej temat w kontekście zależności na linii “mała czarna” a bieganie jest wiele. Trzeba podkreślić, że pijąc kawę nie zaczniemy po prostu szybciej biegać i nie poprawimy dzięki temu życiówek, ale wiadomo również, że kofeina ma działanie pobudzające. Mamy więc pod ręką legalną, naturalną suplementację, o zaletach której dowiadujemy się co raz to nowych rzeczy. Chociaż korzyści jest zdecydowanie więcej, kawa to również wady, ale nie chcę się na nich skupiać (kilka pojawi się poniżej). Sam od ok. 1,5 roku właściwie codziennie pijam Arabicę, choć raczej towarzysko i dla przyjemności a nie z powodów stricte sportowych. Również nie ze względu na minusy chcę napisać o alternatywie. Według mnie doskonałej alternatywie, a jest nią… Yerba mate.

Mniej znana, mniej popularna a co za tym idzie, bez zagłębiania w Internecie wciąż za mało o niej informacji. A ma przecież tyle cudownych właściwości! Już jakiś czas temu spróbowałem yerby, piłem ją krótki czas. Dziś do niej wracam i myślę, że będzie to o wiele dłuższa przygoda…

A cóż to ta cała yerba?

Yerba mate to liście i gałązki, najpierw wysuszone a później sproszkowane z rośliny o nazwie ostrokrzew paragwajski. Jak sama nazwa wskazuje, roślina ta pochodzi z Ameryki Południowej, rośnie dziko a napar z niej jest tam od wieków znany i bardzo popularny.

Jak pić yerba mate?

Kontynuując… Liście ostrokrzewu są wrażliwe na temperaturę, dlatego nie zalewamy ich wrzątkiem! Aby wydobyć cały smak, aromat i pełnię właściwości (o których dalej) susz parzymy w wodzie o temperaturze max. 80° C. Chodzi mi tutaj o “pierwsze zalanie” gdyż yerbę możemy zalewać do siedmiu razy i później może być to nawet zimna woda (czytałem wręcz o wodzie z lodem). Pewnie kojarzycie pana Wojciecha Cejrowskiego, który co rusz dolewa wodę do swojego napoju. W ten sposób możemy mieć nie tylko pobudzający i rozgrzewający napój, ale też pobudzająco-orzeźwiający. Brzmi nieźle, prawda?

Ah, wskazane (niezbędne?) jest zaopatrzyć się w specjalne naczynie (matero) by lepiej zaparzać susz i “łyżko-słomkę z sitkiem” (bombillę) żeby pić sam napar, nie jedząc liści.

Yerba w glinianym matero, obok bombilla.

Substancje w yerba mate, ich właściwości i możliwy wpływ na bieganie.

Yerba mate to BOMBA substancji aktywnych. Między innymi:

  • Kofeina – choć ilościowo jest jej mniej niż w kawie, działa o wiele bardziej efektywnie. Kawa daje nam szybki wyrzut kofeiny do organizmu, co powoduje przypływ energii, ale po pewnym czasie równie szybko odczuwamy jej spadek, tzw. “zjazd kofeinowy”. W przypadku yerby kofeina podobnie dostarczana jest bardzo szybko, jednak dzięki innym substancjom (ryboflawina, teobromina, teofilyna) dawkowana jest przez długi czas, nie powoduje to nagłego uczucia zmęczenia.

Jeśli zatem podczas długich wybiegań odczuwamy spadek energii, lepszym rozwiązaniem będzie wcześniejsze sączenie yerby niż wypicie filiżanki kawy.

  • Magnez, mangan, potas – w te pierwiastki yerba jest szczególnie bogata, co pomaga utrzymać wysoki poziom elektrolitów w organizmie. Jak wiadomo kawa magnez wypłukuje.

Jeśli więc na trening zabieramy bidon z izotonikiem, warto rozważyć zamiast tego wodę po zaparzeniu yerby. Świetnie nawodni, uzupełni brakujące mikroelementy a my unikniemy wszystkich niepotrzebnych “dosładzaczy”.

  • Silne właściwości przeciutleniające – rodniki tlenowe przyczyniają się do wielu chorób i stanów zapalnych. W mocno nadwyrężonych przez ciężkie treningi mięśniach, stawach, ścięgnach, często pojawia się zapalenie. Ten naturalny antyoksydant pomoże z tym walczyć.
  • Yerba mate zmniejsza odkładanie się cholesterolu w ścianach naczyń krwionośnych, przeciwdziałając utlenianiu się LDL, jednocześnie podnosi poziom dobrego cholesterolu (HDL).
  • Witaminy A i C.
  • Minerały: wapń, cynk.
  • Oprócz tego wspomaga pracę mięśnia sercowego, łagodzi jego dysfunkcje spowodowane przez niedokrwienie. Silne i sprawne serce lepiej znosi obciążenia treningowe.
  • Znacząco hamuje działanie enzymu HNE degradującego elastynę i kolagen (elastyczność ścięgien).
  • Obniża łaknienie (dokładniej spowalnia opróżnianie żołądka) oraz zmniejsza czas potrzebny do osiągnięcia poczucia sytości. Zapobiega otyłości poprzez efekt ochronny przed dietą wysokotłuszczową. Ni mniej, ni więcej oznacza to, że pomaga chudnąć (bieganie jeszcze przyspieszy ten proces!).

To dopiero suplement diety!

Smak?

Nie będę Was oszukiwał. Cierpki, nie wiem z czym go porównać… Gdybyście widzieli reakcję mojej Wandy na pierwszy łyk, prawdopodobnie byłby to najskuteczniejsza antyreklama yerby i nigdy byście po nią nie sięgnęli 😀 Można więc powiedzieć, że pierwszy kontakt z yerba mate może być nawet “nieprzyjemny”. Śpieszę jednak uspokoić – jest mnóstwo odmian i domieszek suszu (np. z guaraną, pomarańczą, owocami leśnymi, limonką, etc. etc.), co urozmaica smak. Druga kwestią jest to, że sami decydujemy o esencji napoju. Matero (kubeczek) najlepiej wypełnić liśćmi w 2/3, jednak dla początkujących “yerbaczy” wystarczająca będzie mniejsza dawka, około połowy naczynka). Są też mieszanki mocniejsze i słabsze.

Z autopsji mogę powiedzieć, że do smaku yerby można się bardzo szybko przyzwyczaić (i mówię to nawet ja – człowiek często zamknięty na nowe smaki). Do tego zapach, jego piękny aromat po prostu sprawia, że chcemy się rozkoszować tym napojem. Mi osobiście również bardzo podoba się sam ceremoniał zaparzania: sypanie suszu, zaparzanie go i te ładne gadżety matero i bombilla – lubię to!

Działania niepożądane.

Osobiście doświadczyłem bardzo silnego działania moczopędnego. Początkowo odwiedzałem toaletę dosłownie co pół godziny. Po kilku dniach organizm się dostosował i było już normalnie.

Podsumowanie

Pamiętajcie – nie zakładajcie, że pijąc yerba mate przed zawodami czy treningami osiągniecie lepsze rezultaty. Jeśli liczycie na turbo doładowanie i poprawienie życiówki to muszę Was rozczarować – to tak nie działa. Z resztą chyba nie ma skutecznych, naturalnych i legalnych środków, które by to sprawiały. 😉

Ale… Jeśli dostępny jest suplement, który wzmacnia odporność, świetnie nawadnia, wspomaga trawienie bez podrażniania żołądka, uzupełnia witaminy i elektrolity, działa przeciwzapalnie, wzmacnia mięsień sercowy oraz wspomaga koncentrację i pobudza bez efektu dołków energetycznych, to dlaczego by go nie spróbować? Przecież wszystkie te właściwości pomagają lepiej funkcjonować a to z kolei przekłada się bezpośrednio na trening, a pośrednio na wyniki w bieganiu.

Mój susz o nazwie “Przebudzenie mocy”

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.